Zatrzymać
uwolnić się
zastąpić czymś
odpuścić
nieustanny głód?
Wypełnić
zaspokoić
pustkę
samotność
nudę?
Co?
Blog mój przyjaciel
"Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: ..." /z Księgi Koheleta/
*
czwartek, 28 listopada 2019
czwartek, 6 czerwca 2019
Kolejny raz
Nadszedł kolejny dzień. w którym moje wnętrze daje znak by pisać. Znam ten stan - ściśnięte gardło, a łzy tylko czekają by popłynąć. Odwracanie uwagi od tych emocji przynosi tylko chwilową ulgę.
Siadam więc i piszę. Fakt ten przystopował potok słów, który próbował się wydostać dużo wcześniej. Sama jestem ciekawa co popłynie z mojego wnętrza.
Dlaczego znowu ten stan wrócił? Pytam siebie. Czyżby ćwiczenia jogi odkryły to co siedzi głęboko w moim sercu? Analiza nie przynosi ulgi. Nie chcę płakać by móc pisać, ale nie chce też tłumić to co wychodzi by się uwolnić. Pozwolenie na płacz, na te niezbyt przyjemne emocje wycofuje łzy. Doświadczam na sobie to o czym czytałam pewno kilkaset razy.
Pozwalam sobie być, wejść głęboko do wnętrza by poczuć siebie, swój ból, smutek. Zaskakujące wydaje mi się to, że uwaga idzie do brzucha. Czyżbym opuściłam głowę? Pytam siebie z niedowierzaniem. Zatrzymuję się by wejść w te emocje tak do końca nie ujęte w słowa.
Listonosz przerywa wgląd.
Sięgam po smooth - ucieczka czy głód? - zastanawiam się. Zostaję z tym pytaniem rozkoszując się zielonym szejkiem.
Moje życie
Mulina
Siadam więc i piszę. Fakt ten przystopował potok słów, który próbował się wydostać dużo wcześniej. Sama jestem ciekawa co popłynie z mojego wnętrza.
Dlaczego znowu ten stan wrócił? Pytam siebie. Czyżby ćwiczenia jogi odkryły to co siedzi głęboko w moim sercu? Analiza nie przynosi ulgi. Nie chcę płakać by móc pisać, ale nie chce też tłumić to co wychodzi by się uwolnić. Pozwolenie na płacz, na te niezbyt przyjemne emocje wycofuje łzy. Doświadczam na sobie to o czym czytałam pewno kilkaset razy.
Pozwalam sobie być, wejść głęboko do wnętrza by poczuć siebie, swój ból, smutek. Zaskakujące wydaje mi się to, że uwaga idzie do brzucha. Czyżbym opuściłam głowę? Pytam siebie z niedowierzaniem. Zatrzymuję się by wejść w te emocje tak do końca nie ujęte w słowa.
Listonosz przerywa wgląd.
Sięgam po smooth - ucieczka czy głód? - zastanawiam się. Zostaję z tym pytaniem rozkoszując się zielonym szejkiem.
Moje życie
Mulina
czwartek, 14 grudnia 2017
asertywna kawa
Późnym popołudniem nadszedł czas picia kawy. Robili ją w nowym ekspresie. Po wielu próbach, a właściwie po wielu już wypitych kawach każdą następną uważali za jeszcze lepszą. Ciągle się doskonalili aż nadszedł czas szczęścia.
- o ta jest dobra
- udało ci się
- wyśmienita
padały słowa zachwytu.
Nie odbierałam im tej przyjemności i nie zbliżałam się do tej maszyny, która pięknie prezentowała się na blacie kuchennym. W głębi serca obiecywałam sobie, że się nie nauczę, by chociaż w tym im nie usługiwać.
- zrobić ci? - padło pytanie
Nie piłam kawy ze względu na ciśnienie. Czasem jednak chciałam się napić. Różne powody mną kierowały, zależności co wcześniej słyszałam na jej temat.
- taką jak zawsze - odpowiedziałam
Prawda też jest taka, że nie smakowała mi. Dlatego chciałam drugi przepływ wody przez wcześniej używaną kawę. Dodawałam sobie do niej przyprawy cynamon, kardamon i goździk, a gdy przestygła miód. Był to raczej napój niż kawa, ale siedziałam z nimi przy stole ciesząc się rodziną.
- dlaczego mi to robisz - zapytałam z zaciśniętymi zębami, gdy zobaczyłam jak dosypuje mi świeżą kawę i znieruchomiałam.
- będziesz miała zabrudzoną wodę, a nie kawę - usłyszałam odpowiedz
- ale ja właśnie taką chcę - powiedziałam z naciskiem
Zbyt słaby pewno był mój nacisk ponieważ nie posłuchał. Wyszła kawa, ciemna i pewno każdy byłby zadowolony tylko nie ja.
- dlaczego to zrobiłeś?- powtórzyłam pytanie po fakcie dokonanym
- czy ty wiesz lepiej co ja potrzebuje, czy ty znasz mnie lepiej niż ja siebie?
- ale taką będziesz miała dobrą - odpowiedział
- dobrą?, dla kogo? chyba dla ciebie. To ja ci wsypę cukru do twojej kawy, też będziesz miał dobrą - brakowało mi słów. Wiedziałam, że nie słodzi kawy i ten argument był chyba całkiem na miejscu.
- dlaczego mi to robisz, tyle razy ci mówiłam, czy to takie trudne zrobić mi to co ja chcę?
Tak to nie był pierwszy raz. Uszczęśliwiał mnie tak pewno całe życie, a ja dusiłam w sobie złość. Po co? Dla świętego spokoju?
Zobaczyłam, że z moją asertywnością nadal jest kiepsko, ale tu nie chodzi o asertywność, tu chodzi o mnie, o dbanie o siebie, o nie krzywdzenie siebie, o kochanie siebie.
A Ty jak sobie z tym radzisz?
- oj mama - odparła i zamyśliła się.
- o ta jest dobra
- udało ci się
- wyśmienita
padały słowa zachwytu.
Nie odbierałam im tej przyjemności i nie zbliżałam się do tej maszyny, która pięknie prezentowała się na blacie kuchennym. W głębi serca obiecywałam sobie, że się nie nauczę, by chociaż w tym im nie usługiwać.
- zrobić ci? - padło pytanie
Nie piłam kawy ze względu na ciśnienie. Czasem jednak chciałam się napić. Różne powody mną kierowały, zależności co wcześniej słyszałam na jej temat.
- taką jak zawsze - odpowiedziałam
Prawda też jest taka, że nie smakowała mi. Dlatego chciałam drugi przepływ wody przez wcześniej używaną kawę. Dodawałam sobie do niej przyprawy cynamon, kardamon i goździk, a gdy przestygła miód. Był to raczej napój niż kawa, ale siedziałam z nimi przy stole ciesząc się rodziną.
- dlaczego mi to robisz - zapytałam z zaciśniętymi zębami, gdy zobaczyłam jak dosypuje mi świeżą kawę i znieruchomiałam.
- będziesz miała zabrudzoną wodę, a nie kawę - usłyszałam odpowiedz
- ale ja właśnie taką chcę - powiedziałam z naciskiem
Zbyt słaby pewno był mój nacisk ponieważ nie posłuchał. Wyszła kawa, ciemna i pewno każdy byłby zadowolony tylko nie ja.
- dlaczego to zrobiłeś?- powtórzyłam pytanie po fakcie dokonanym
- czy ty wiesz lepiej co ja potrzebuje, czy ty znasz mnie lepiej niż ja siebie?
- ale taką będziesz miała dobrą - odpowiedział
- dobrą?, dla kogo? chyba dla ciebie. To ja ci wsypę cukru do twojej kawy, też będziesz miał dobrą - brakowało mi słów. Wiedziałam, że nie słodzi kawy i ten argument był chyba całkiem na miejscu.
- dlaczego mi to robisz, tyle razy ci mówiłam, czy to takie trudne zrobić mi to co ja chcę?
Tak to nie był pierwszy raz. Uszczęśliwiał mnie tak pewno całe życie, a ja dusiłam w sobie złość. Po co? Dla świętego spokoju?
Zobaczyłam, że z moją asertywnością nadal jest kiepsko, ale tu nie chodzi o asertywność, tu chodzi o mnie, o dbanie o siebie, o nie krzywdzenie siebie, o kochanie siebie.
A Ty jak sobie z tym radzisz?
- oj mama - odparła i zamyśliła się.
wtorek, 31 stycznia 2017
Przyjacielu chciałabym się z Tobą podzielić moim "problemem". Pisać, czy nie pisać? Oto jest pytanie. Co Ty na to?
Oto próbka:
"Zimowe słońce przedzierało się przez firankę pokoju w którym leżała na swoim szerokim łożu. Był piękny styczniowy poranek. W powietrzu, a może w jej wyobraźni czuć było wiosnę. Skupiona na oddechu i skanowaniu swojego ciała uchwyciła moment kiedy jest na swoim pogrzebie. W zaskoczeniu zadała sobie pytanie.
- Czyżbym zmierzała ku śmierci?
- Teraz nie chcę umierać.
Tak, teraz pragnęła żyć. Poczuć życie całą sobą, zakochać się w nim i przeżyć Go jako przygodę, jako swój własny projekt. Ze wszystkimi jego walorami, z całym ogromem wspaniałości podanymi jak na tacy, tacy życia.
- Mogłabym brać garściami i dzielić się z innymi.
Kiedyś myślała,że śmierć może być jej wybawieniem z cierpienia jakie nosiła w sobie, a teraz, teraz ...
Do pokoju weszła córka.
- Będzie piękny dzień - powiedziała do matki.
Nie odezwała się ani słowem. Pochłonięta rozmyślaniem, potrzebą i chęcią życia nie usłyszała nawet jej słów.
- Mamo o czy tak rozmyślasz?
- O życiu córuś, o życiu. Bo widzisz kiedyś chciałam umrzeć, a teraz chcę żyć.
Zdziwienie namalowane na twarzy, a ciekawość w oczach wskazywała, że nie zostawi tego tematu.
- Musisz mi kiedyś opowiedzieć o tym jak dokonałaś tej przemiany.
- Może kiedyś - odpowiedziała.
Zwykle słowo "córuś" wywoływało reakcje, ale nie tym razem.
- A gdyby tak napisać o tym - przemknęło jej przez głowę.
Kiedyś obiecywała sobie, że napisze książkę. Próbki pierwszej pisaniny zostały skrytykowane i poddała się.
- Ale przecież mogę pisać, dla samego pisania, dla siebie,dla dzieci.
Miała czas, duuużo czasu. Wiosna jeszcze nie nadeszła, ogród czekał cierpliwie na nią.
- Zrobię to - postanowiła. Dotrzymam słowa opowiem jej o swoim dorosłym dojrzewaniu.
Co Ty przyjacielu na to?
Mulina
Oto próbka:
"Zimowe słońce przedzierało się przez firankę pokoju w którym leżała na swoim szerokim łożu. Był piękny styczniowy poranek. W powietrzu, a może w jej wyobraźni czuć było wiosnę. Skupiona na oddechu i skanowaniu swojego ciała uchwyciła moment kiedy jest na swoim pogrzebie. W zaskoczeniu zadała sobie pytanie.
- Czyżbym zmierzała ku śmierci?
- Teraz nie chcę umierać.
Tak, teraz pragnęła żyć. Poczuć życie całą sobą, zakochać się w nim i przeżyć Go jako przygodę, jako swój własny projekt. Ze wszystkimi jego walorami, z całym ogromem wspaniałości podanymi jak na tacy, tacy życia.
- Mogłabym brać garściami i dzielić się z innymi.
Kiedyś myślała,że śmierć może być jej wybawieniem z cierpienia jakie nosiła w sobie, a teraz, teraz ...
Do pokoju weszła córka.
- Będzie piękny dzień - powiedziała do matki.
Nie odezwała się ani słowem. Pochłonięta rozmyślaniem, potrzebą i chęcią życia nie usłyszała nawet jej słów.
- Mamo o czy tak rozmyślasz?
- O życiu córuś, o życiu. Bo widzisz kiedyś chciałam umrzeć, a teraz chcę żyć.
Zdziwienie namalowane na twarzy, a ciekawość w oczach wskazywała, że nie zostawi tego tematu.
- Musisz mi kiedyś opowiedzieć o tym jak dokonałaś tej przemiany.
- Może kiedyś - odpowiedziała.
Zwykle słowo "córuś" wywoływało reakcje, ale nie tym razem.
- A gdyby tak napisać o tym - przemknęło jej przez głowę.
Kiedyś obiecywała sobie, że napisze książkę. Próbki pierwszej pisaniny zostały skrytykowane i poddała się.
- Ale przecież mogę pisać, dla samego pisania, dla siebie,dla dzieci.
Miała czas, duuużo czasu. Wiosna jeszcze nie nadeszła, ogród czekał cierpliwie na nią.
- Zrobię to - postanowiła. Dotrzymam słowa opowiem jej o swoim dorosłym dojrzewaniu.
Co Ty przyjacielu na to?
Mulina
środa, 11 stycznia 2017
Dawno mnie tu nie było, ale wiem, że Ty przyjacielu tu zawsze jesteś :). Już w myślach kilka razy tu zaglądałam, Dziś chcę Ci powiedzieć o mojej myśli na temat głodówki. Coś mnie w tą stronę ciągnie - powód - nadwaga, powiedzenie stop przejadaniu się, a może uporanie się z emocjami. Tak podczas filmu potrafię dużo zjeść. Mam wrażenie, że głodówka jest łatwiejsza niż ograniczenie jedzenia. Wiem to z doświadczenia. Głodówki - 1, 3, 7 i 15 dniowe mam już za sobą i powroty do starego też. Chcę to zmienić, ale jak na ten moment nie jestem z siebie zadowolona i może tu jest błąd. Zadowolenie z siebie, pokochanie siebie to podstawa - już to wiem. Chciałam powiedzieć, że spróbuje, ale to nie właściwe słowo, chcę być dla siebie wyrozumiała, łagodna i troskliwa. Na tym się skupię przez najbliższe dni. Trzymaj za mnie kciuki.
Twoja Mulina
Twoja Mulina
sobota, 3 grudnia 2016
piątek, 2 grudnia 2016
Masz problem z opowiadaniem o sobie? Wyobraź sobie, że ja tak. No bo komu? Do koga niby miałabym iść i opowiadać to, co leży mi na sercu. Wiem, że to mój problem i chce się z nim uporać zakładając tego bloga. Stwarzam sobie przyjaciela, a może przyjaciółkę. Chce wyjść ze swojej strefy komfortu i stać się wolnym człowiekiem. Przecież nie mam nic do ukrycia. Chociaż ciągle gdzieś z tyłu głowy słyszę słowa mamy, że nie kala się swojego gniazda będę pisać, pisać o sobie. O tym co mi w duszy gra.
Pisząc to usłyszałam jak teściowa pyta syna gdzie mama. Nie dosłyszałam co odpowiedział, ale usłyszałam jej śmiech. Taka jest jej reakcja na wiele rzeczy (już teraz to wiem), a we mnie rodzi się strach, strach przed wyśmianiem.Chociaż wiele rzeczy podpatruje i uczy się ona ode mnie ten strach ciągle jeszcze mi towarzyszy. Dlaczego? Jak bardzo musiałam kiedyś być zraniona, że tak głęboko zakotwiczył się we mnie? I chociaż na samą myśl popłynęły mi łzy wiem, że są to łzy ulgi, zdrowienia, wolności. Może warto otworzyć się by inni skorzystali, ... ale stop (ciągle robię coś dla innych). Warto tu być przyjacielu dla siebie :) Ściskam Cię Mulina :)
Pisząc to usłyszałam jak teściowa pyta syna gdzie mama. Nie dosłyszałam co odpowiedział, ale usłyszałam jej śmiech. Taka jest jej reakcja na wiele rzeczy (już teraz to wiem), a we mnie rodzi się strach, strach przed wyśmianiem.Chociaż wiele rzeczy podpatruje i uczy się ona ode mnie ten strach ciągle jeszcze mi towarzyszy. Dlaczego? Jak bardzo musiałam kiedyś być zraniona, że tak głęboko zakotwiczył się we mnie? I chociaż na samą myśl popłynęły mi łzy wiem, że są to łzy ulgi, zdrowienia, wolności. Może warto otworzyć się by inni skorzystali, ... ale stop (ciągle robię coś dla innych). Warto tu być przyjacielu dla siebie :) Ściskam Cię Mulina :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

