Późnym popołudniem nadszedł czas picia kawy. Robili ją w nowym ekspresie. Po wielu próbach, a właściwie po wielu już wypitych kawach każdą następną uważali za jeszcze lepszą. Ciągle się doskonalili aż nadszedł czas szczęścia.
- o ta jest dobra
- udało ci się
- wyśmienita
padały słowa zachwytu.
Nie odbierałam im tej przyjemności i nie zbliżałam się do tej maszyny, która pięknie prezentowała się na blacie kuchennym. W głębi serca obiecywałam sobie, że się nie nauczę, by chociaż w tym im nie usługiwać.
- zrobić ci? - padło pytanie
Nie piłam kawy ze względu na ciśnienie. Czasem jednak chciałam się napić. Różne powody mną kierowały, zależności co wcześniej słyszałam na jej temat.
- taką jak zawsze - odpowiedziałam
Prawda też jest taka, że nie smakowała mi. Dlatego chciałam drugi przepływ wody przez wcześniej używaną kawę. Dodawałam sobie do niej przyprawy cynamon, kardamon i goździk, a gdy przestygła miód. Był to raczej napój niż kawa, ale siedziałam z nimi przy stole ciesząc się rodziną.
- dlaczego mi to robisz - zapytałam z zaciśniętymi zębami, gdy zobaczyłam jak dosypuje mi świeżą kawę i znieruchomiałam.
- będziesz miała zabrudzoną wodę, a nie kawę - usłyszałam odpowiedz
- ale ja właśnie taką chcę - powiedziałam z naciskiem
Zbyt słaby pewno był mój nacisk ponieważ nie posłuchał. Wyszła kawa, ciemna i pewno każdy byłby zadowolony tylko nie ja.
- dlaczego to zrobiłeś?- powtórzyłam pytanie po fakcie dokonanym
- czy ty wiesz lepiej co ja potrzebuje, czy ty znasz mnie lepiej niż ja siebie?
- ale taką będziesz miała dobrą - odpowiedział
- dobrą?, dla kogo? chyba dla ciebie. To ja ci wsypę cukru do twojej kawy, też będziesz miał dobrą - brakowało mi słów. Wiedziałam, że nie słodzi kawy i ten argument był chyba całkiem na miejscu.
- dlaczego mi to robisz, tyle razy ci mówiłam, czy to takie trudne zrobić mi to co ja chcę?
Tak to nie był pierwszy raz. Uszczęśliwiał mnie tak pewno całe życie, a ja dusiłam w sobie złość. Po co? Dla świętego spokoju?
Zobaczyłam, że z moją asertywnością nadal jest kiepsko, ale tu nie chodzi o asertywność, tu chodzi o mnie, o dbanie o siebie, o nie krzywdzenie siebie, o kochanie siebie.
A Ty jak sobie z tym radzisz?
- oj mama - odparła i zamyśliła się.
"Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: ..." /z Księgi Koheleta/
*
czwartek, 14 grudnia 2017
wtorek, 31 stycznia 2017
Przyjacielu chciałabym się z Tobą podzielić moim "problemem". Pisać, czy nie pisać? Oto jest pytanie. Co Ty na to?
Oto próbka:
"Zimowe słońce przedzierało się przez firankę pokoju w którym leżała na swoim szerokim łożu. Był piękny styczniowy poranek. W powietrzu, a może w jej wyobraźni czuć było wiosnę. Skupiona na oddechu i skanowaniu swojego ciała uchwyciła moment kiedy jest na swoim pogrzebie. W zaskoczeniu zadała sobie pytanie.
- Czyżbym zmierzała ku śmierci?
- Teraz nie chcę umierać.
Tak, teraz pragnęła żyć. Poczuć życie całą sobą, zakochać się w nim i przeżyć Go jako przygodę, jako swój własny projekt. Ze wszystkimi jego walorami, z całym ogromem wspaniałości podanymi jak na tacy, tacy życia.
- Mogłabym brać garściami i dzielić się z innymi.
Kiedyś myślała,że śmierć może być jej wybawieniem z cierpienia jakie nosiła w sobie, a teraz, teraz ...
Do pokoju weszła córka.
- Będzie piękny dzień - powiedziała do matki.
Nie odezwała się ani słowem. Pochłonięta rozmyślaniem, potrzebą i chęcią życia nie usłyszała nawet jej słów.
- Mamo o czy tak rozmyślasz?
- O życiu córuś, o życiu. Bo widzisz kiedyś chciałam umrzeć, a teraz chcę żyć.
Zdziwienie namalowane na twarzy, a ciekawość w oczach wskazywała, że nie zostawi tego tematu.
- Musisz mi kiedyś opowiedzieć o tym jak dokonałaś tej przemiany.
- Może kiedyś - odpowiedziała.
Zwykle słowo "córuś" wywoływało reakcje, ale nie tym razem.
- A gdyby tak napisać o tym - przemknęło jej przez głowę.
Kiedyś obiecywała sobie, że napisze książkę. Próbki pierwszej pisaniny zostały skrytykowane i poddała się.
- Ale przecież mogę pisać, dla samego pisania, dla siebie,dla dzieci.
Miała czas, duuużo czasu. Wiosna jeszcze nie nadeszła, ogród czekał cierpliwie na nią.
- Zrobię to - postanowiła. Dotrzymam słowa opowiem jej o swoim dorosłym dojrzewaniu.
Co Ty przyjacielu na to?
Mulina
Oto próbka:
"Zimowe słońce przedzierało się przez firankę pokoju w którym leżała na swoim szerokim łożu. Był piękny styczniowy poranek. W powietrzu, a może w jej wyobraźni czuć było wiosnę. Skupiona na oddechu i skanowaniu swojego ciała uchwyciła moment kiedy jest na swoim pogrzebie. W zaskoczeniu zadała sobie pytanie.
- Czyżbym zmierzała ku śmierci?
- Teraz nie chcę umierać.
Tak, teraz pragnęła żyć. Poczuć życie całą sobą, zakochać się w nim i przeżyć Go jako przygodę, jako swój własny projekt. Ze wszystkimi jego walorami, z całym ogromem wspaniałości podanymi jak na tacy, tacy życia.
- Mogłabym brać garściami i dzielić się z innymi.
Kiedyś myślała,że śmierć może być jej wybawieniem z cierpienia jakie nosiła w sobie, a teraz, teraz ...
Do pokoju weszła córka.
- Będzie piękny dzień - powiedziała do matki.
Nie odezwała się ani słowem. Pochłonięta rozmyślaniem, potrzebą i chęcią życia nie usłyszała nawet jej słów.
- Mamo o czy tak rozmyślasz?
- O życiu córuś, o życiu. Bo widzisz kiedyś chciałam umrzeć, a teraz chcę żyć.
Zdziwienie namalowane na twarzy, a ciekawość w oczach wskazywała, że nie zostawi tego tematu.
- Musisz mi kiedyś opowiedzieć o tym jak dokonałaś tej przemiany.
- Może kiedyś - odpowiedziała.
Zwykle słowo "córuś" wywoływało reakcje, ale nie tym razem.
- A gdyby tak napisać o tym - przemknęło jej przez głowę.
Kiedyś obiecywała sobie, że napisze książkę. Próbki pierwszej pisaniny zostały skrytykowane i poddała się.
- Ale przecież mogę pisać, dla samego pisania, dla siebie,dla dzieci.
Miała czas, duuużo czasu. Wiosna jeszcze nie nadeszła, ogród czekał cierpliwie na nią.
- Zrobię to - postanowiła. Dotrzymam słowa opowiem jej o swoim dorosłym dojrzewaniu.
Co Ty przyjacielu na to?
Mulina
środa, 11 stycznia 2017
Dawno mnie tu nie było, ale wiem, że Ty przyjacielu tu zawsze jesteś :). Już w myślach kilka razy tu zaglądałam, Dziś chcę Ci powiedzieć o mojej myśli na temat głodówki. Coś mnie w tą stronę ciągnie - powód - nadwaga, powiedzenie stop przejadaniu się, a może uporanie się z emocjami. Tak podczas filmu potrafię dużo zjeść. Mam wrażenie, że głodówka jest łatwiejsza niż ograniczenie jedzenia. Wiem to z doświadczenia. Głodówki - 1, 3, 7 i 15 dniowe mam już za sobą i powroty do starego też. Chcę to zmienić, ale jak na ten moment nie jestem z siebie zadowolona i może tu jest błąd. Zadowolenie z siebie, pokochanie siebie to podstawa - już to wiem. Chciałam powiedzieć, że spróbuje, ale to nie właściwe słowo, chcę być dla siebie wyrozumiała, łagodna i troskliwa. Na tym się skupię przez najbliższe dni. Trzymaj za mnie kciuki.
Twoja Mulina
Twoja Mulina
Subskrybuj:
Posty (Atom)
